Wzmacniacz sygnału Wi-Fi – jak go skonfigurować.

 

Zacząć należy od tego, że przede wszystkim niemal każdy router może służyć jako urządzenie wzmacniające nasz sygnał Wi-Fi. Urządzenia takie mogą pełnić taką funkcję, gdy są wyposażone w funkcję bezprzewodowego mostka (WSD) i repeatera, czyli właśnie w elementy pozwalające użyć urządzenie jako wzmacniacz sieci. Jednak producenci ułatwili większości z nas zadanie (zwłaszcza tej części z nas, którzy nie wiedzą, jak router skonfigurować) i wyszli z ofertą urządzenia, które nazwano wzmacniacz Wi-Fi.

 

Urządzenia przeznaczone wyłącznie do wzmocnienia sygnału Wi-Fi są prostsze w konfiguracji. Niektóre z nich wręcz podłączamy do gniazdka elektrycznego (każde z tych urządzeń potrzebuje własnego zasilania) a następnie przyciskamy przycisk umieszczony na panelu wzmacniacza przez 6 sekund. Potem przenosimy się do routera (w czasie krótszym niż 2 minuty) i wciskamy przycisk na routerze. Tym sposobem urządzenia same ze sobą powinny się sparować, warunkiem jednak jest to, że router jest wyposażony w technologię WPS (Wireless Protected Setup). Jednak sposób ten należy do mało bezpiecznych i pozwala na łatwe włamanie się niechcianych gości do naszej sieci domowej. Dlatego mimo wygody instalacji, warto zainteresować się wzmacniaczami, które trzeba samodzielnie skonfigurować, bo samodzielnie definiuje się nazwę sieci i wprowadza się tam klucz zabezpieczający sieć.

Każdy szanujący się dostawca sprzętu wzmacniającego sygnał Wi-Fi dostarczy nam szczegółową instrukcję, jak postępować z zakupionym modelem, aby wzmacniacz skonfigurować, zatem opisany tu sposób może się nieco różnić od urządzenia w Twoich rękach, nie mniej zawsze będą to tożsame ustawienia.

 

Najlepiej do wykonania ustawień wzmacniacza jest podłączyć go tymczasowo kablem do komputera, a następnie wejść do ustawień LAN. Tu należy wpisać adres IP z numerem wyższym od numeru routera. W przypadku, gdy nasz router ma adres 192.168.1.1, a kolejne numery od 192.168.1.2 do 192.168.1.49 będą przypisane do DHPC, to możemy ustawić na przykład adres 192.168.1.50. Jest on wyższy od numeru routera, więc wszystkie zadania przypadną do wykonania naszemu routerowi głównemu.

Nasz router przechowuje informacje SSID oraz klucz zabezpieczeń. W zależności od rodzaju urządzenia, informację tę wpisujemy sami bądź wyszukujemy z listy. W obu wypadkach trzeba ją zatwierdzić i zapisać. Kolej na wybór szyfrowania, powinno się tu wybrać WPA-PSK (WPA2-PSK), czyli szyfrowanie WPA (WPA2) połączone z mechanizmem autoryzacji za pomocą hasła PSK (Pre-Shared Key).

 

 

Od tej chwili nasze urządzenia powinny „widzieć” się nawzajem i współpracować ze sobą. Wiele dostępnych na rynku wzmacniaczy Wi-Fi ma możliwość sprawdzenia dokonanej konfiguracji. Wówczas dobrze jest przeprowadzić taki test, aby upewnić się, że konfiguracja przebiegła pomyślnie.

Końcową fazą konfiguracji powinno być ustawienie komputera tak, aby miał opcję automatycznego uzyskiwania adresu IP, aby w przyszłości skorzystać z funkcji automatycznej konfiguracji sieci.

 

Czy Internet przyczynia się do upadku stacji telewizyjnych?

Pytanie to zadaje sobie wielu współczesnych ludzi. Jednak podchodząc do zagadnienia nieco przewrotnie zapytamy, czy znikło kino po zadomowieniu się telewizji w naszej codzienności? W latach, gdy telewizja dopiero raczkowała, twórcy kinowi byli przekonani o schyłku kina, które „zabije” telewizja właśnie. Bo po cóż ktoś miałby wychodzić z domu, skoro może film oglądnąć na własnej kanapie? Tak się nie stało i kino ma się całkiem dobrze, choć przechodziło trudniejsze okresy w swoim życiu.

Wracając do telewizji, zarzucić można by jej to, że zmusza widza do oglądania określonych treści w określonym przedziale czasu. I to jest właśnie element, który wpływa na twierdzenie o zmierzchu tego medium. Jednak czy tak jest dokładnie? Przede wszystkim współczesna telewizja nie ogranicza już widza do oglądania serialu tu i teraz. Każdy z widzów może serial nagrać i oglądać w dowolnym terminie.

Oczywiście zwolennicy tezy, że telewizja nie przetrwa zderzenia z medium, jakim jest Internet za przykład podadzą dynamicznie rozwijające się platformy YouTube, Netflix, czy Eleven Sports. Z pewnością nic nie stoi na przeszkodzie każdemu widzowi sięgnąć po treści na tych portalach. Jednak większość z nich jeden z segmentów swojej działalności opiera również na współpracy z tradycyjną telewizją. Oznacza to, że treści te są dostępne nie tylko za pomocą Internetu, ale są również obecne w telewizji. Sztandarowy przekładem może tu być Ipla z Polsatu, czy Player.pl z TVN.

Oczywistym jest, że gdy powstało nowe medium i to w dodatku takie, które pozwala na oglądanie treści na przenośnym odbiorniku, jakim jest tablet, czy smartfon, zostanie ono wykorzystywane przez rzesze użytkowników. Medium takie pozwala na to, aby to użytkownik decydował, kiedy będzie oglądał treści, a nie medium wymuszało na użytkowniku oglądanie ulubionych treści w konkretnym terminie. Dlatego też wiele osób skłonna jest do przyznania, że telewizja chyli się ku upadkowi.

 

 

Jednak dostęp do YouTube jest dla wszystkich możliwy. Stąd również i telewizja intensywnie z niego korzysta. Wchodząc na stronę tego medium można spostrzec, jak wiele jest promowanych programów telewizyjnych właśnie! Reklama ta również stacjom telewizyjnym przynosi profity. Jako przykład służyć może stacja HBO Go, której treści są dostępne za pomocą Internetu, ale po wykupieniu dostępu.

Zatem nowe medium, jakim jest Internet nie tyle doprowadzi do zmierzchu telewizji, ile do jej rozwoju i modyfikacji. Wiele stacji już teraz udostępnia swoje programy w Internecie. Telewizja jeszcze musi w pełni zaakceptować i rozszerzyć swoją ofertę dla współczesnego widza, który jest widzem aktywnym i chcącym mieć kontrolę nad czasem oglądania treści.

I tak, jak telewizja nie zabiła kina, tylko spowodowała jego udoskonalenie i podanie oferty w sposób, który stał się ciekawy dla widza, tak i telewizja, gdy przystosuje swoje działania do nowoczesnego widza przetrwa trudny dla niej czas.

 

 

Zaawansowane technologie – gadżety niedalekiej przyszłości

Specjaliści oceniają, że najwięcej nowinek technologicznych pojawia się ostatnio nie w elektronice, czyli komputerach, telefonach czy sprzęcie TV-audio, ale w przemyśle obuwniczym. Od dawna producenci obuwia, zwłaszcza sportowego prześcigają się w stosowaniu innowacyjnych materiałów, które nie tylko zapewniają odpowiednia wentylację i sztywność stopy. Ale obecnie technologia przychodzi z pomocą do wytworzenia buta, który będzie specjalistą w zakresie przyczepności do trudnego podłoża. I nie chodzi tu wyłącznie o znane nam ścieżki miejskie czy leśne, ale zapewnienie przyczepności w trudnym górskim terenie. Jedna z czołowych firm stosującą nowoczesne technologie do swojego obuwia jest firma Mirell. Podeszwa buta jest dedykowana do konkretnego rodzaju podłoża i jest zaopatrzona na przykład w specjalne wypustki, które utrzymują stopę stabilnie podczas wędrówki po spadzistych i śliskich szlakach. Technologia M-Select GRIP sprawia, ze stopa nie tylko jest stabilna i bezpieczna, ale też zapewnia usuwanie z podeszwy brudu i błota zapewniając jej równa przyczepność.

 

 

Kolejną „butową” nowinka technologiczną jest zatrudnienie na pełen etat naturalnych mikroorganizmów, które pracując w naszym bucie usuwają powstające w nim bakterie, które z kolei są odpowiedzialne za powstawanie w bucie nieprzyjemnego zapachu. Technologię tę nazwano M-Select FRESH. Daje ona użytkownikowi buta komfort fizyczny, bo noga w bucie ma bardziej przyjazne warunki, a także psychiczny, bo nieprzyjemny zapach wydobywający się z buta powoli zaczyna być przeszłością.

Dużą ciekawostką rynku obuwniczego okazały się buty HyperAdapt 1.0 firmy Nike. To buty wyposażone w system automatycznego zawiązywania sznurówek. Brzmi trochę jak bajka z filmu science fiction, jednak firma Nike wypuściła już egzemplarze sprzedażowe. But łączy w sobie dwie technologie: FlyWeave i FlyWire. Pozwalają one na dopasowanie kształtu buta do stopy za pomocą dwóch, umieszczonych z boku buta, przycisków. Użytkownik ma tu do dyspozycji nie tylko automatyczne wiązanie sznurówek, ale też dostosowanie buta do kształtu stopy, a także blokowania stopy w pozycji najbezpieczniejszej.

 

 

Absolutnym hitem są też smart-buty. Mamy smartfony, smartwatche, smartbandy więc przyszła kolej na smartbuty. Są to buty przeznaczone dla sportowców wspomagające treningi. But taki mierzy aktywność swojego użytkownika. Za jego pomocą dowiemy się o przebytym dystansie, średniej prędkości, czy spalonych kaloriach. Po skończonym treningu właściciel obuwia otrzyma statystyczne dane dotyczące przebiegu treningu wprost do swojego smartfona. Swoją konstrukcja i funkcjonalnością buty te staja się prawdziwą konkurencją dla smartbandów.

Jednak producenci poszli jeszcze o krok dalej i stworzyli buty, które same niosą biegacza. Brytyjska firma lotnicza stworzyła buty Sneakairs, które zaprzęgają do pracy technologię Bluetooth i Google Maps API. Użytkownik za pomocą tych technologii programuje buty za pomocą smartfonu, włącza aplikację i rusza. But za pomocą delikatnych wibracji wskazuje użytkownikowi drogę. Prototyp tego obuwia został wypróbowany podczas Barcelona Street Project, a uczestnicy projektu trafili do wyznaczonego celu bez innych wskazówek.

Polscy artyści piosenkarze – niedocenione talenty

Aby zostać popularnym, znanym i uznanym piosenkarzem trzeba nie lada pracy, samozaparcia, a także szczęśliwych zbiegów okoliczności. Tak to jest, że jedni, wyglądałoby, nie robią nic, a wszystko im wychodzi, a inni pracują w pocie czoła i nie mogą pochwalić się sukcesami i rozgłosem, choć ich repertuar i talent wokalny nie odbiega od szczęśliwców, którzy z powodzeniem robią karierę. Taką niedocenioną artystką jest Alicja Janosz, która swą karierę sceniczną rozpoczęła w wieku 8 lat, a mając ich 14 otrzymała rolę Wendy w musicalu „Piotruś Pan”. Choć Pani Alicja jest osobą aktywną i ma bogaty dorobek, jako artystka piosenkarka (uprawia gatunki reggae, blues, gospel, pop) i kompozytorka, w szerokim świecie próżno szukać jej nazwiska na afiszach.

 

 

Często piosenkarze zostają zauważeni przez producentów i wkraczają w rynek muzyczny po wygraniu któregoś z prestiżowych konkursów muzycznych. Alicja Janosz w 2000 roku brała udział w programie „Szansa na Sukces” zwyciężając piosenką „Prawy do lewego”, a dwa lata później wydawałoby się zwycięstwo w Idolu utoruje jej drogę do sukcesu, podobnie jak stało się ze zdobywcami drugiej i trzeciej nagrody Ewelina Flintą i Szymonem Wydrą.

 

Po latach artystka wspomina, że za mało w niej było uporu, aby tworzyć muzykę, jaką sama chciała i za łatwo została zmanipulowana przez osoby narzucające jej styl. W tym czasie nagrała debiutancką płytę, która została mocno skrytykowana, a słaba wówczas psychicznie artystka nie udźwignęła fali krytyki i wycofała się. Jednak porażka ta nie odsunęła jej całkiem z życia muzycznego. Startowała w kolejnych konkursach, nagrywała nowe utwory. Cały czas rozwijała się muzycznie, poznawała i smakowała kolejne gatunki muzyczne, czerpała z doświadczeń muzycznych zespołów, z którymi współpracowała. Głównie były to grupy: Indios Bravos i Hoodoo Band. Zaowocowało to płytą wydaną w 2011 roku, którą artystka uważa za pierwszą prawdziwie własną płytę debiutancką. Zawarte tam 13 utworów, pióra samej artystki a także w większości własnej kompozycji, dostarcza wielu wrażeń. Krążek Vintage, bo taki jest tytuł płyty, zawiera kawałki soulowe, bluesowe, a także jazzowe, ze znanym tytułem: „Jest jak jest”.

 

 

Kolejna płyta „Retronowa” wychodzi w roku 2016. Jest to krążek dla wymagającego słuchacza o ciekawych aranżacjach, bardzo kontrastowych nastrojach i treściach. Muzyka dla wrażliwych, wymagających i myślących.

Od 2016 roku Alicja współpracuje z zespołem HooDoo Band, a prywatnie została żoną perkusisty tego zespołu Bartosza Niebieleckiego. Na drugiej płycie zespołu znalazł się utwór Alicji Janosz “I can’t stand it”, a sama płyta otrzymała status złotej płyty.

Być może, gdyby młoda Alicja Janosz byłaby mniej wrażliwą i delikatną osobą i umiałaby od początku samodzielnie pokierować swoją karierą, moglibyśmy słuchać wiele jej krążków, które byłyby dostępne w każdym muzycznym sklepie. Tak się nie stało, czy zabrakło szczęśliwego zbiegu okoliczności?